Egipt jest zbyt ważny dla Waszyngtonu

– Agonia władzy Mubaraka trwała tak długo, bo jego odejście nie było na rękę dotychczasowemu jego protektorowi, czyli Stanom Zjednoczonym, a także Izraelowi. Dla tych dwóch krajów Mubarak oznaczał bowiem stabilność i utrzymywanie status quo w regionie. To widać bardzo wyraźnie – jeżeli mimo tak silnej presji własnego społeczeństwa, a także europejskiej opinii publicznej Mubarak tak długo utrzymywał się przy władzy, to oznaczało, że musiał mieć wsparcie poważnych zagranicznych graczy – mówi Zbigniew Pisarski, prezes Fundacji im. Kazimierza Pułaskiego zajmującej się polityką zagraniczną.

– Gracze ci starają się w tej chwili stworzyć jakiś mechanizm, którzy przeprowadzi Egipt od jednego zależnego od nich reżimu do drugiego, być może nieco bardziej demokratycznego, ale nadal znajdującego się pod ich wpływem – dodaje.

Niezmiernie ważną rolę w egipskich wydarzeniach odgrywa armia. Jej dowódcy przerwali dotychczasowe milczenie i wydali w piątek oświadczenie, w którym obiecali, że zniosą stan wyjątkowy i zagwarantują wolne wybory oraz reformy zapowiedziane przez prezydenta Mubaraka. Sam prezydent ustępując upoważnił Główną Radę Sił Zbrojnych (a nie jak wynika z konstytucji marszałka parlamentu) do przejęcia steru rządów.

– Armia zbudowała Mubaraka i armia mogła go obalić. Pytanie brzmi jednak: czy to Mubarak kierował armią, czy też armia kierowała nim, i czy prezydent w ostatnim czasie miał jeszcze jakikolwiek wpływ na wojsko – mówi prezes Pisarki. Jego zdaniem Mubarak wiedział, że jego czas najwyraźniej się skończył i prezydent zwlekając tak długo z oddaniem władzy próbował tylko miękko wylądować. – Trzeba powiedzieć, że jego sytuacja w tym względzie nie była łatwa. Historia najnowsza nie niesie tu dobrych przykładów. Slobodan Miloszević miał obietnicę, że gdy ustąpi to zostanie mu zapewniona nietykalność, a tak się przecież nie stało. To samo być może powstrzymuje Aleksandra Łukaszenkę przed jakimiś próbami liberalizacji czy oddania władzy. Mubarak nie chciał zaufać Zachodowi, który niewykluczone, że obiecywał mu nieoficjalnie azyl i spokojną starość w tym czy innym kraju arabskim. Może się bowiem za jakiś czas okazać, że nowa władza w Egipcie uzna, iż Mubaraka trzeba jednak poświęcić: oddać pod sąd, pozbawić majątku i wolności, a być może i życia. Jak więc widać Mubarak grał o własną przyszłość – mówi ekspert.

Czy egipska opozycja jest gotowa do przejęcia i sprawowania władzy? Zdaniem Zbigniewa Pisarskiego wszystko wskazuje na to, że po Hosnim Mubaraku władzę w Kairze przejmie kolejny pupil Stanów Zjednoczonych. Egipt jest bowiem zbyt ważny strategicznie dla Waszyngtonu, by USA mogły pozwolić tam na niekontrolowany rozwój sytuacji i objęcie władzy przez czynniki nieprzyjazne im i Izraelowi. Wśród głównych pretendentów do władzy wymieniani są islamiści z Bractwa Muzułmańskiego. Prezes Pisarski przypomina jednak, że organizacja ta ustami swoich liderów oświadczyła już, że nie jest zainteresowana wystawianiem kandydata na prezydenta ze swego grona, mało tego – Bracia są zainteresowani rozdzieleniem państwa i religii. – Do sytuacji w Egipcie próbuje się też mieszać Iran, starając się podburzyć nastroje antyzachodnie i proislamskie, rzekomo obecne w Bractwie Muzułmańskim. Tymczasem organizacja ta nie jest skrajnie islamska, a raczej reprezentuje nurt umiarkowany, w duchu tureckim. Myślę więc, że na czele kraju nie stanie nikt z Bractwa. Być może będzie to egipski laureat Nagrody Nobla Mohamed ElBaradei, choć jego pozycja wydaje się być zbyt słaba. Jest jeszcze wiceprezydent Omar Suleiman, któremu Mubarak przekazał w czwartek władzę, ale po wczorajszym ustąpieniu prezydenta rola Suleimana zmalała chyba do zera. Miejmy nadzieję, że władzę przejmie ktoś będący autentycznie w opozycji do starego reżimu i ktoś przywiązany do zasad demokracji. Egipt rzeczywiście jest ważnym strategicznie krajem i nie byłoby dobrze, gdyby kontrolę nad nim przejęli ludzie nieodpowiedzialni – dodaje ekspert.
(PS)

Artykuł oryginalnie ukazał się w dziale Świat gazety Dziennik Polski.

Tagged with:
 

Comments are closed.