Koncert paryski: Libijczycy i ich „przyjaciele”

Wczoraj we Francji odbył się osobliwy „koncert paryski” na 60 głosów ku czci libijskiej ropy. Przywódcy 60 państw rozmawiali na temat przyszłości zniszczonego wojną kraju i przekazaniu Libijczykom finansowej pomocy. Gospodarzami spotkania byli francuski prezydent Nicolas Sarkozy oraz brytyjski premier David Cameron.

„Przyjaciele”

Uczestnicy spotkania nazwali siebie „przyjaciółmi Libii”, co jest zapewne po części prawdą, ale na myśl od razu przychodzi powiedzenie Lorda Palmerstona, że „państwa nie mają przyjaciół, lecz interesy”. Choć chyba właściwsze będzie przypomnienie słów Napoleona Bonaparte, który mawiał „Boże! Ochroń mnie przed przyjaciółmi, bo z wrogami sobie poradzę”. Bo wspomniani przyjaciele, chcą się głównie zaprzyjaźnić z libijską ropą. Dotyczy to również Polski.

WŁOCHY, L’Aquila, 10 lipca 2009: Muammar Kadafi w towarzystwie innych polityków na szczycie G8. Stoją od lewej: premier Włoch Silvio Berlusconi, prezydent Francji Nicolas Sarkozy, prezydent Rosji Dmitrij Miedwiediew, prezydent USA Barack Obama, sekretarz generalny ONZ Ban Ki-moon. AFP PHOTO / JIM WATSON

Właściwie nie ma w tym nic zdrożnego, że liderzy czołowych państw świata interesują się, aby sytuacja w Libii rozwijała się w kierunku stabilizacji społeczno-politycznej i ekonomicznej. Jednak trudno nie dostrzec tu znacznych dysproporcji w pojmowaniu tzw. kryzysu humanitarnego będącego oficjalnym motorem zainteresowania się sytuacją w Libii. Kryzys niewątpliwie w Libii miał miejsce i nadal trwa (np. problemy z dostępem do wody). Jednak dla porównania według ostatnich szacunków amerykańskiej organizacji USAID głód i susza w Somalii zabiły tylko w ciągu ostatnich 90 dni ponad 29 tys. dzieci w wieku poniżej pięciu lat. Jest to wartość większa od liczby ofiar działań zbrojnych w Libii w tym samym czasie. Jednak w sprawie Somalii z pewnością nie spotka się ponad 60 liderów państw świata. Prawda jest taka, że gdyby na skutek arabskich rewolucji sytuacja w Libii nie rozwinęła się w bieżącym kierunku, to świat dalej by bawił na salonach z Kadafim. Nie jest tajemnicą, że współpraca handlowa z autokratycznymi reżimami jest bardzo korzystna, bo stała, przynajmniej do kolejnego przewrotu.

Czego wam potrzeba?

Liderzy zgromadzeni w Paryżu zdają się zadawać tymczasowym władzom Libii pytanie, „czego wam dokładnie potrzeba?”. A przecież trudno wymagać od narodu niepraktykującego dotychczas demokracji, aby precyzyjnie określał jak ma się demokratyzować. To jak pytanie trzylatka o fizykę kwantową.Kluczowym motorem przemian musi być nowa władza w Libii jednak paliwem do tego wehikułu powinny być doświadczenia pozyskane z innych źródeł. Dobrym przykładem może być iracka lekcja. Wynika z niej, że aby odnieść sukces należy zapewnić transparentność w wydatkowaniu finansów publicznych, być efektywnym w usuwaniu wpływów upadłego reżimu, zdemilitaryzować społeczeństwo oraz stworzyć nowy i reprezentatywny ład konstytucyjny. Największym wyzwaniem stojącym przed tymczasowym rządem w Libii jest niedopuszczenie do utrwalenia się podziałów społecznych wewnątrz kraju i w tym zgromadzeni w Paryżu na pewno mogą pomóc.

Pieniądze – primum non nocere

W Paryżu rozmawiano między innymi na temat przekazania Libijczykom finansowej pomocy, choć faktycznie są to głównie pieniądze narodu libijskiego, które bezprawnie zagrabił Kadafi i ulokował na kontach w zagranicznych bankach. O odblokowanie aktywów reżimu apelował w Paryżu przedstawiciel libijskiej Przejściowej Rady Narodowej, Faysal Gergab. Jednak niektórzy są temu nieprzychylni. Przykładem są Chiny, które wstrzymują w Radzie Bezpieczeństwa ONZ odmrożenie tych środków finansowych. Można odnieść wrażenie, że to niezrozumienie próśb libijskich jest spowodowane chęcią zbudowania argumentu negocjacyjnego, „wy nam zapewnicie dostęp do złóż ropy naftowej, a my odblokujemy wasze pieniądze”. I tu warto odwołać się do podstawowej zasady etycznej i znanej łacińskiej paremii „po pierwsze nie szkodzić.”

Umarł król niech żyje …

Warto pamiętać, że obecni przywódcy Libii byli częstokroć aktywnymi figurami reżimu Kadafiego. Mogą stać się recydywistami w klubie cechującym się zapędami autorytarnymi i terrorystycznymi, choć przebywają na warunkowym zwolnieniu. Dlatego wspólnota międzynarodowa powinna dążyć przede wszystkim do zapewnienia, że nowy rząd nie będzie reinkarnacją poprzedniego reżimu.

Autor: Zbigniew Pisarski, politolog, prezes Fundacji im. Kazimierza Pułaskiego | www.pisarski.pl

 


 

Tagged with:
 

Comments are closed.