Korea Północna prowokuje świat, aby wreszcie zajął się jej problemami.

Korea Północna ponownie przypomniała światu o sobie. Jak przystało na zdegenerowany reżim – gdzie ludzkie życie niewiele znaczy – dała o sobie znać w brutalny sposób, ostrzeliwując rakietami ludność cywilną na południowokoreańskiej wyspie Yeonpyeong. Czy Koreańska Republika Ludowo-Demokratyczna (KRLD) sama wybiera izolacje, czy może jest do niej przymuszana? Czy atak rakietowy na obiekty cywilne obcego państwa jest wystarczającym powodem do wojny, czy może jest to jedynie niewinny incydent? Kto i dlaczego nie ma interesu w zjednoczeniu narodu koreańskiego, a kto chce uniknąć konfliktu zbrojnego na Półwyspie Koreańskim?

Sytuacja na Półwyspie Koreańskim nie uległa zmianie, od 1953 roku kiedy to obie armie koreańskie podpisały rozejm. Do dziś jednak nie zawarły układu pokojowego kończącego wojnę. Doktryna polityczna dżucze, którą od czasów Kim Ir Sena kieruje się Korea Północna opiera się na samodzielności ideologicznej, politycznej, ekonomicznej i militarnej. Jest to oczywiście mit, gdyż zależność Pjongjang choćby od pomocy humanitarnej jest duża. Czy jednak społeczność międzynarodowa posiada pomysł i wolę, aby ten konflikt rozstrzygnąć? Przyjrzyjmy się jak do sprawy podchodzą zainteresowane strony, tzn. Republika Korei, USA, Japonia, Chiny i Rosja.

Republika Korei potocznie zwana Koreą Południową, od lat nie prowadzi polityki dążącej do zjednoczenia. Jest to spowodowane stabilną gospodarką i brakiem potrzeby, aby brać na siebie koszt finansowy i społeczny ewentualnego połączenia narodu koreańskiego. Przykładowo zjednoczenie RFN i NRD – zbliżonych pod względem liczby ludności do obu Korei – kosztowało około 2.2 bln USD, gdzie wschodnie Niemcy były zdecydowanie bardziej rozwinięte niż obecnie Korea Północna. Według wyliczeń Banku Światowego zjednoczenie Półwyspu Koreańskiego to koszt na poziomie 2-3 rocznych PKB Republiki Korei (2.9 – 4.4 bln USD). Prawie 60 lat życia w skrajnie odmiennych ustrojach społeczno-gospodarczych ma ogromny wpływ na strukturę i mentalność społeczeństwa. Jak do tego dodać trwałe rezultaty indoktrynacji stosowanej przez władze z Pjongjang to mamy do czynienia z nie tylko kosztownym, ale wieloletnim procesem jednoczenia narodu. Wielu zaś twierdzi, że wręcz niemożliwym.

W wyniku ostatniego ataku rakietowego na zabudowania cywilne znajdujące się na południowokoreańskiej wyspie Yeonpyeong ucierpiała nie tylko tamtejsza ludność, ale głównie gospodarka Republiki Korei. Akcje, obligacje skarbu państwa a szczególnie waluta (won) straciły znacznie na wartości. W przeciwieństwie do poprzedniego „incydentu” z maja 2010 roku związanego ze storpedowaniem okrętu Cheonan, obecny akt agresji, z uwagi na jego skierowanie przeciwko ludności cywilnej, może pozostawić trwalszy ślad na gospodarce Korei Południowej. Dlatego nie jest zaskakujące, że Seul nie chce zaogniać konfliktu, gdyż rezultat ewentualnego starcia jest przewidywalny i skazujący Pjongjang na porażkę. Wówczas pełną odpowiedzialność, w tym finansową, za cały Półwysep Koreański będzie zmuszona wziąć na siebie Republika Korei.

Stany Zjednoczone, choć ostro potępiły „incydent” na wyspie Yeonpyeong to de facto nie przedstawiają konkretnej perspektywy rozwiązania konfliktu na Półwyspie Koreańskim. Obama obejmując urząd prezydenta obiecywał rozpoczęcie rozmów z Koreą Północną bez warunków wstępnych. Pomimo, iż głównym amerykańskim negocjatorem w ramach rozmów sześciostronnych był m.in. utalentowany Christopher Hill – ambasador USA w Polsce w latach 2000-2004 – to dotychczas USA nie potrafiły wdrożyć planu satysfakcjonującego wszystkie strony. Czy jest to spowodowane tym, że Korea Północna stanowi realne zagrożenie głównie dla Seulu i Tokio a Waszyngton ma poważne problemy z własną gospodarką? Czy może po prostu wszystkim sześciu stronom odpowiada obecne status quo a opowieści o planowanym zjednoczeniu są jedynie mitem? Problem w tym, że z pewnością mitem nie jest północnokoreański program produkcji broni jądrowej. Ironicznym było pokazywanie przez stację CNN relacji ze zdarzeń na wyspie Yeonpyeong a w paśmie reklamowym emitowanie spotu promującego kandydaturę Seulu, jako gospodarza piłkarskich mistrzostw świata w 2022 roku. Ciekawym szczególnie jest, że Seul przy tej okazji chce współpracować z Pjongjang.

Japonia z jednej strony jest w chłodnych relacjach z Koreą Południową (zaszłości historyczne w tym spór o wyspy Liancourt Rocks) z drugiej zaś jest żywotnie zainteresowana zamknięciem północnokoreańskiego programu jądrowego. Jak do tego dodać spór z Rosją o wyspy Kuryle oraz z Chinami o granicę na Morzu Wschodniochińskim to mamy obraz kraju znajdującego się w niełatwym położeniu geopolitycznym. Dla japońskiej gospodarki, nękanej przez amerykańskich konsumentów (problemy Toyoty) ostatnią potrzebną rzeczą jest kryzys militarny w regionie. Po okresie licznych spięć z administracją USA, Naoto Kan nowy premier Japonii dąży do załagodzenia relacji wygaszając spór wokół ewentualnego przeniesienia bazy wojsk amerykańskich poza Okinawę. Stąd wniosek, iż nie należy się spodziewać zbytniego wychodzenia przed szereg Japonii w kwestii północnokoreańskiej.
Rosja tradycyjnie już pozostaje nieufna wobec wszystkich państw z ambicjami jądrowymi. Dlatego już w 2009 roku zmodernizowała system obrony powietrznej Rosji przy granicy z Półwyspem Koreańskim rozmieszczając tam dywizję rakiet S-400. Należy pamiętać, że baza rosyjskiej Floty Pacyfiku we Władywostoku znajduje się w zasięgu rakiet z Pjongjangu. Rosjanie dążąc do zbliżenia z NATO, mogą być chętniejsi do współpracy z krajami chcącymi pełnej denuklearyzacji Półwyspu Koreańskiego.

Z jednej strony Chiny były w przeszłości głównym hamulcowym w skutecznym nakładaniu sankcji na Pjongjang. Od czasu próby nuklearnej w 2009 roku Chińczycy jak i Rosjanie zaczęli wspierać system sankcji wobec Korei Północnej. Amerykanie podejrzewają, że wstrzemięźliwość ze strony Chin była powodowana faktem, iż część północnokoreańskich aktywów może się znajdować w bankach chińskich. Z drugiej strony granie przysłowiowego dobrego policjanta pozwala za pośrednictwem Pekinu utrzymywać dialog z północnokoreańskim klanem Kimów. Chiny są zainteresowane powstrzymaniem od konfrontacji na Półwyspie Koreańskim, gdyż ewentualna eskalacja napięcia może zakończyć się wojną, w wyniku której ludność Korei Północnej będzie zmuszona do ucieczki. Jedyny kierunek to północny-zachód, czyli przekroczenie granicy z Chinami. Dlatego rola Chin, zarówno jako mocarstwa oraz mediatora, w rozwiązaniu problemów Półwyspu Koreańskiego będzie niewątpliwie kluczowa.

Podsumowując obecną sytuację w regionie Półwyspu Koreańskiego warto zwrócić uwagę na następujące elementy:
  • Korea Północna kontynuując utopijną doktrynę dżuczę skazuje się na samounicestwienie.
  • Proces przekazywania władzy w Korei Północnej jest dobrym momentem do rozwiązania problemu z reżimem północnokoreańskim.
  • Korea Północna prowokując Seul dąży do zwrócenia na siebie uwagi, która zmusza państwa zaangażowane do szukania porozumienia a jednocześnie buduje swoją pozycję, jako silnej władzy, wśród mieszkańców północy.
  • Korea Południowa nie dąży do zjednoczenia, gdyż nie chce brać na siebie finansowego i społecznego kosztu integracji półwyspu.
  • Zbrojny incydent na wyspie Yeonpyeong umocni pozycję wojskowych, którzy sugerują zbrojne rozwiązanie problemu Korei Północnej.
  • USA, Japonia i Korea Południowa nie są zainteresowane zmianą status quo w regionie półwyspu.
  • Rosjanie dążąc do zbliżenia z NATO mogą obecnie być bardziej chętni do współpracy z krajami dążącymi do pełnej denuklearyzacji Półwyspu Koreańskiego.
  • Bez zdecydowanego i jednoznacznego zaangażowania Chin nie powiedzie się plan denuklearyzacji Półwyspu Koreańskiego.

Tekst oryginalnie opublikowany jako Stanowisko Pułaskiego z dniu 23 listopada 2010 roku | Fundacja im. Kazimierza Pułaskiego


Tagged with:
 

6 komentarzy to “Korea Północna prowokuje świat, aby wreszcie zajął się jej problemami.”

  1. majki pisze:

    bardzo ciekawa analiza!
    myślę, że warto byłoby dodać pod tekstem również facebookowy przycisk „Lubię/Poleć” umożliwiający łatwą promocję tekstów i tego serwisu na facebooku.

  2. Witaj! dziękuję za mile słowa. Pomysł z dodatkiem „Lubie” mi się podoba, postaram się go wkrótce wdrożyć.
    Pozdrawiam,
    ZP

  3. Wdrożone. Pozdrawiam, ZP

  4. DK pisze:

    Analiza dość oględna i jak na politologa nic szczególnego Pan nie odkrył. Oczywiście wszystkie z wymienionych przez Pana państw są zainteresowane problemem koreańskim z prostych powodów. Jedne z półwyspem graniczą, inne są w zasięgu północno koreańskich rakiet a jeszcze inne np. USA, Chiny i Rosja są mocarstwami, które z jedenj strony – jak USA są odpowiedzialne za linię demarkacyjną pomiędzy Koreami, natomiast Chiny i Rosja dbają o swoje wpływy w regionie. Owszem dostrzegł Pan problem wynikający z połączenia obu państw i to, ze nikomu z wyjątkiem Korei Północnej nie jest to na rekę. Wydaje mi się jednak, że recepty na rozwiązanie problemu Pan nie podaje, jak również nie przewiduje wydarzeń, które mogą nastąpić.

  5. @DK
    Szanowna/y Pani/e,
    cieszę się że moje spostrzeżenie nt ew. połączenia obu narodów na Półwyspie Koreańskim spodobało się Pani/u. Chętnie zapoznam się z Pani/a receptami i scenariuszami rozwoju problemu koreańskiego.
    Pozdrawiam,
    Zbigniew Pisarski

  6. @DK
    Trudno podać receptę na rozwiązanie sytuacji na płw. Koreańskim, skoro od prawie 60 lat nikt jej nie wynalazł. Pytanie tylko, czy świat nie obudził się zbyt późno, by reagować?
    Polecam do przeczytania artykuł mojego współautorstwa o problemie nuklearnym KRLD. Nie jest najnowszej daty, ale mam nadzieję, że okaże się pomocny (str. 137) http://politologia.pl/fck_pliki/File/consensus/Consensus%252010-2008.pdf&pli=1
    Pozdrawiam,
    Arkadiusz Toś