Putin w Davos czyli „Ten-Którego-Imienia-Nie-Wolno-Wymawiać”

Media w Polsce obiegły liczne doniesienia o tym jak kluczowym tematem rozmów w Davos był konflikt między Rosją i Ukrainą. Niestety tak nie było. Zarówno politycy jak i biznesmeni unikali jak ognia podejmowania wprost tematu konfliktu wokół Ukrainy.
Wsłuchując się w wystąpienia światowych przywódców można było odnieść wrażenie, że na wschodzie Ukrainy nic złego się nie dzieje. Ewentualnie, że zawarto już jakieś porozumie na najwyższym szczeblu i nie ma co wracać do niezręcznego tematu.

Szef amerykańskiej dyplomacji John Kerry w swoim obszernym wystąpieniu mówił o zagrożeniu terroryzmem, ale skupił się niemal wyłącznie na Państwie Islamskim. Gdy wytykał, że niektóre kraje wiele mówią o walce z ekstremizmem, ale niewiele w tej sprawie robią to można było odnieść wrażenie jakby chciał się sam uderzyć w pierś. W swoim wystąpieniu nie wspomniał słowem wprost o Ukrainie lub Rosji.

Prezydent Francji François Hollande w odczycie dla światowych liderów wymienił kluczowe zagrożenia dla Europy – w tym przez kilka minut elaborował o globalnym ociepleniu – jednak o sytuacji na wschodnich rubieżach Europy również nie wspomniał słowem. Dziwi to szczególnie w kontekście oferowanych Rosji okrętów desantowych typu Mistral oraz faktu, że jego poprzednik Nicolas Sarkozy był mediatorem w wojnie rosyjsko-gruzińskiej z 2008 roku.

Premier Chin Li Keqiang w swoim wystąpieniu co prawda wspomniał, że „zimnowojenna mentalność musi zostać odrzucona” lecz na tle całości jego wystąpienia nie brzmiało to jak troska o podważany przez Rosję ład międzynarodowy, lecz zaniepokojenie spowolnieniem gospodarczym Chin.

Szefowa niemieckiego rządu Angela Merkel była najbardziej wyrazista w swoim wystąpieniu podkreślając, że „nie zaakceptuje naruszania integralności państw w Europie”. Jednak w niemal równolegle odbywającym się panelu jej zastępca Sigmar Gabriel składał Rosji propozycję zawarcia umowy o wspólnej przestrzeni handlowej między Unią Europejską a Eurazjatycką Unią Gospodarczą. Na szczęście były szef Komisji UE José Manuel Barroso zwrócił uwagę, że taka współpraca „będzie możliwa jedynie pomiędzy organizacjami, które szanują niepodległość swoich członków”.

Na powyższym tle prezydent Ukrainy Petro Poroszenko mówiący wprost, że na terenie jego kraju przebywa 9 tysięcy rosyjskich żołnierzy zdawał się być z innej rzeczywistości. Takiej w której toczy się wojna o istnienie jego ojczyzny oraz odbywa się rewizja ładu stworzonego po II wojnie światowej.

Jeżeli wystąpienia światowych polityków skierowane do liderów globalnej gospodarki miały mieć jakiś przekaz to brzmiał on następująco: „Nie ma żadnego zagrożenia dla waszych interesów. Zrobimy wszystko aby polityka nie utrudniała wam pomnażania majątków”.

W zasadzie można by zrozumieć tę logikę przywódców chcących uspokajać świat biznesu i zachęcających do dalszych inwestycji w swoich krajach. Jednak warto było się wsłuchać również w głosy rosyjskich przedstawicieli w Davos i obserwować ich zachowanie.

Wicepremier Rosji Igor Szuwałow wygłosił co najmniej trzy warte uwagi stwierdzenia. Po pierwsze zapowiedział, że największym zagrożeniem dla świata w 2015 roku będzie terroryzm. Co w świetle codziennych doniesień z Ukrainy zdaje się już spełniać. Po drugie uznał, że cena 50 dolarów za baryłkę ropy nie jest problemem dla rosyjskich firm naftowych a jedynie dla rosyjskiego państwa. Powiedział to człowiek znany z tego, że jest najbogatszym członkiem rządu, który namawiał Rosjan do jedzenia mniej i używania oszczędnie prądu. Po trzecie, premier Szuwałow prognozował, że Chiny zostaną głównym partnerem handlowym Rosji, gdyż są najbardziej przewidywalne na świecie. Co raczej nie zapowiada ustępstw wobec Europy.

Całości obrazu dopełniali rosyjscy oligarchowie i przedstawiciele biznesu, którzy pomimo sankcji nałożonych na ich firmy (np. Sbierbank, VTB) organizowali liczne przyjęcia dla uczestników światowej elity gospodarczej. Ta elita zaś chętnie częstowała się szampanem, ostrygami i kawiorem nie zastanawiając się czemu zostały objęte sankcjami.

Ludzie biznesu lubią luksus ale i konkrety. Dlatego niechęć do podejmowania wprost tematu angażowania się Rosji w destabilizację Ukrainy ma widoczne konsekwencje. Gdy politycy zamiast mówić jasno i otwarcie używają licznych aluzji lub metafor niechętnie używanych przez świat biznesu, to po prostu są niezrozumiali. Skutek był widoczny podczas licznych rozmów z przywódcami świata biznesu i polityki obecnymi w Davos. Właściwie wszyscy spotkani liderzy spoza Europy powtarzali  narrację promowaną przez Moskwę, że mieszkańcy Ukrainy chcą przyłączyć się do Rosji, a zły Zachód chce siłą ich od tego powstrzymać. Zaczynali myśleć dopiero, jak przedstawiło się im fakty np. zapisy Memorandum Budapesztańskiego o nienaruszalności granic Ukrainy, lub wyniki badań poparcia dla Rosji wśród Ukraińców. Wtedy owi świetli politycy i biznesmeni spoza Europy przecierają oczy ze zdumienia. Choć w rzeczywistości to bardziej z niewiedzy a niekiedy ze wstydu.

Słabością współczesnych przywódców politycznych jest niechęć do wyrazistości, gdyż chcą się oni przypodobać jak najszerszemu elektoratowi. Jednak chyba już wszyscy powinni zauważyć, że Rosja pod rządami prezydenta Władimira Putina nie szanuje takich przywódców i wykorzystuje ich z całą determinacją.

Polscy politycy również nie skorzystali z szansy jaką daje Davos. Pomimo deklarowanego zrozumienia dla powagi sytuacji na wschodzie Ukrainy polska reprezentacja była na niskim poziomie a udział premier Ewy Kopacz z niejasnych powodów został odwołany. Dlatego nie dziwmy się później, gdy historia znów nam wytknie grzech milczenia i bezczynności w obliczu zła.

Czy naprawdę w imię poprawności politycznej i interesów ekonomicznych sprawcy tragedii narodu ukraińskiego będą niczym baśniowy „Voldemort” wiecznie korzystali z immunitetu odpowiedzialności na światowych salonach? Odwagi!

Zbigniew Pisarski, prezes Fundacji im. Kazimierza Pułaskiego. Uczestnik Światowego Forum Ekonomicznego w Davos (21-25 stycznia 2015).

 

Leave a Reply